galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt

 

 

Roman Wysogląd

Bywam, więc opisuję (18)

 

 

 

Daleko od Empiku, jeszcze dalej od Rio.

 

Niestety, ale Nowy Rok, podobno już 2007, nie zaczął się w krakowskich galeriach łatwo, lekko i przyjemnie.
Naturalnie, że nic na Niebie ani Ziemi nie zapowiadało takich właśnie rozwiązań, ale po zawirowaniach sylwestrowej nocy tliła się iskierka nadziei, na chociaż chwilę prawdziwego zapomnienia w tłumie do łez wzruszonym wartościami dzieł wiszących na ścianach.
Może i nawet tak by się stało, gdyby nie drobnostka, organizatorzy wystaw, jak i napomknięty już tłum, dla którego tego typu spotkania są niczym innym jak tylko jeszcze jednym towarzyskim ringiem, na którym po raz tysięczny zmierzą się z tymi samymi od lat intelektualnymi przeciwnikami.
Jest rzeczą zdumiewającą, że w prawie milionowym mieście na wernisaże od lat przychodzą ci sami ludzie!. Przeciętna wieku, w zależności od galerii, waha się pomiędzy cyframi 61,3 do 65,2.
I żadne zawirowania, kataklizmy, trendy w sztuce, czy chociażby jakże powszechna umieralność nic nie jest w stanie jej zmienić!
Gdzie jest młodzież? Do kogo wysyłane są zaproszenia, jeżeli w galeriach, w poniedziałki, środy i piątki ci sami ludzie, nierzadko z udawanym zdumieniem, wciąż witają się z tym samym, lustrzanym odbiciem samego siebie?
Kompletnie nieciekawe, Niezniszczalne Towarzystwo Wzajemnej Adoracji opanowało wernisaże w krakowskich galeriach i nic nie zapowiada by i w tym roku cokolwiek mogło się zmienić.
Tracą na tym zdecydowanie artyści, w tych konkretnych przypadkach tak wybitni, jak Henryk Waniek i Tadeusz Płaszewski, którzy 4 i 5 stycznia stali się tylko zupełnie niepotrzebnym dodatkiem dla rozkojarzonego tłumu starców zajmujących się wyłącznie sobą.
Do tego nieudolność, jak i kultura osobista organizatorów, prowadziła do kuriozalnych sytuacji, na przykład, kiedy jeden z właścicieli Galerii Grodzka w przerażająco długim i nudnym jak flaki z olejem spiczu powiedział, iż tematem prac pana Płaszewskiego jest człowiek, gdy na wystawie nie ma ani jednego zdjęcia, które nie zajmowałoby się właśnie nim.
Zaś w Galerii Rio robi się krzywdę panu Wańkowi z uporem maniaka, co kilka miesięcy pokazując jego prace. Szczególnie po retrospektywnej wystawie w Pałacu Sztuki w początkach jesieni, kolejny wernisaż z tym samym bohaterem w tle sugeruje jedynie zupełne niezrozumienie przez organizatorów czym jest sztuka, a także do czego służy Galeria, nawet tak mała i sympatyczna jak Rio.
Wracając do prac Tadeusza Płaszewskiego to muszę się przyznać, że przedzierając się przez publikę ze wzruszeniem przyglądałem się zdjęciom, które w większości już znałem, ale które nagle, jak to się niezbyt pięknie mówi, przywołały we mnie falę wspomnień.
Empik przełomu lat 60-tych i 70-tych, bracia Janiccy, Janusz Kaczorowski, a przede wszystkim postacie, głównie kobiet, Krakowa, którego już od dawna nie ma. A jak wiadomo miasto tworzą ludzie.
I czasy minione, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle odżyły, znowu siedzieliśmy w Empiku i zastanawiali się nad sensem świata.
Ale niestety, złudzenia prysły szybko i pozostała nadzieja, że wernisażowe tłumy zajmujące się wyłącznie sobą nie stratują redaktora Władysława Cybulskiego i jego siostry.

Roman Wysogląd

Tadeusz Płaszewski, Przychodzimy, odchodzimy. Galeria Grodzka.
Henryk Waniek, Galeria Rio.

galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt


Copyright by "SZTUK PUK" 2001 - 2005 Kraków , Ryszard Bobek, Filip Konieczny