Nie zawsze w Krakowie mówi się za dużo.
I nie na temat. W wypadku Filipa Koniecznego skromnego, nieśmiałego
dżentelmena, przeważnie lekko zdziwionego, jakby stale zastanawiającego
się (skąd, i po co?), pojawił się na tym najśmieszniejszym ze światów,
mówiło się, nawet plotkowano - zawsze i na temat. Tym tematem było naturalnie Jego malarstwo, a nie noce ( podobno)
przesiedziane przy barze w różnych Dymach, Rentgenach czy
innych Nad Wyraz Brzydkich " Psach".
Dwa lata studiów w krakowskiej ASP i dalsze doskonalenie się w
Szkołach Artystycznych USA było rzeczą powszechnie wiadomą, tajemnicą
pozostawały jego płótna.
I oto w zeszły piątek skromne przestrzenie Galerii Przedział rozrosły
się do niebotycznych rozmiarów Pałacu Sztuki, by w końcu udostępnić
niedowierzającym plotkarzom dorobek malarski Filipa.
Prawie setką swoich jakże starannie dopracowanych obrazów zadał
kłam zawistnikom twierdzącym, iż tylko po to w 2000 roku założył
( razem z Ryszardem Bobkiem) portal internetowy www.sztukpuk.art.pl by
pokazać swoje skromne czternaście prac w cyklu zatytułowanym, "
Cityscapes of San Francisco".
Ci, którzy nie byli na wernisażu niech żałują, szczególnie zdziwionych
min licznych niedowiarków, których sugestia, przestrzeń i prawda
czystej sztuki bijąca z obrazów Filipa powaliła z nóg.
Sześć tematów wiodących w twórczości Koniecznego można podzielić
na: samotność w mieście, nagość, portret, natura, abstrakcja oraz
coś, co chyba należy nazwać eksperymentem w próbach połączenia
w jedno rzeźby i malarstwa.
Mnie najbardziej podobały się portrety, z rozmachem budowane w
nich napięcie pomiędzy modelem a przestrzenią świadczą o zdumiewającej
dojrzałości artysty, oraz o Jego niepodawaniu się jakże czasami
żałosnym wpływom płytkiej współczesności.
Także pejzaże zachwycają swoją bezpośredniością, zdumiewającym
kolorytem, a także spokojem, z jakim autor przedstawia swoje wrażenia
z otaczającego świata.
Co do aktów nie będę się wypowiadał, ponieważ nie chciałbym urazić
modelek ( których kilka pewnie znam), a które prawda ukazana na
obrazach natychmiast powinna zmusić do niewesołych chyba refleksji.
Dzieje się tak zawsze, kiedy ręka prawdziwego artysty nie zadrży
i nie stara się upiększyć, czego w żaden sposób się nie da.
Katalog towarzyszący wystawie wydany został bardzo starannie z
jednym tylko zastrzeżeniem, dlaczego teksty o szanownym autorze
pisane są tylko przez jedną osobę? Do tego pewnie ( jak wynika
ze stylu) przez kobietę?
Przecież Kraków może się poszczycić wieloma zdolnymi piórami,
ale organizatorzy z sobie tylko wiadomych powodów lansują nie zbyt
wydarzone pióro.
Ale to drobiazgi, najważniejsze, że w końcu Filip Konieczny wyszedł
z podziemia i zaistniał - na pewno na trwałe - w szerokiej świadomości
społecznej. A to już coś.
P.S.
Małym zgrzytem na wernisażu było niepodanie odwiecznej lampki
najtańszego wina, co wielu tak zwanych krzyworyjców tylko w celu
zamoczenia dzióbka odwiedzających wystawy uznało za afront, ale
szybko i sprawnie rozpłynęli się w tłumie przybyłym tylko i wyłącznie
by rozkoszować się sztuką przez duże K.( Konieczny).
Roman Wysogląd
|