galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt

 

 

Roman Wysogląd

Bywam, więc opisuję.

 

 

 

Boznańska i inni.

Ilość wernisaży odbywających się każdego tygodnia w Krakowie jak na razie zdecydowanie przewyższa liczbę zamachów dokonywanych na wojska okupujące Irak.
Niby w tym, co powyżej napisałem nie istnieje żadna analogia, ale bieganie z wywieszonym językiem z jednego wernisażu na drugi czasami przypomina pobyt w oblężonym mieście, w którym sztuka nie bywa wartością nadrzędną.
Niechęć do bywania na wernisażach posiadam w sobie " od zawsze ", ale czasami ciekawość na zobaczenie czegoś naprawdę interesującego bierze górę nad zdrowym rozsądkiem, więc ze sterty zaproszeń metodą
audiotele wybieram kilka i z wypiekami na twarzy ruszam na spotkanie nieznanego.
Niestety wernisaże w Krakowie stały się prawie, że prowincjonalną giełdą niby to towarzyską, w której wszystko jest interesujące i ciekawe, tylko nie to, co wisi na ścianach. Lub w ich pobliżu.
Sztampowe, niby ukradkowe rozglądanie się, kto przyszedł, a kogo nie ma plus miniaturowe, plastikowe kubeczki z nieśmiertelnym winem marki Wino, oraz kilka słonych paluszków wymierzonych, co do centymetra dopełnia jakże optymistyczny obraz kulturalnej stolicy IV Rzeczpospolitej.
Na szczęście nie wszędzie i nie zawsze się tak dzieje. Ubiegło tygodniowa prezentacja twórczości pana Rodzińskiego w galerii ZPAP przy ulicy Łobzowskiej, a przede wszystkim czwartkowe spotkanie w Starym Feniksie, dzisiaj przebudowanym na wspaniałą galerię pozwoliły zachować resztki nadziei na lepsze i ciekawsze jutro szeroko rozumianej plastyki.
Ekspozycja Boznańska nieznana zaaranżowana w jakże przestrzennych wnętrzach Turlejgallery pozwala z umiarkowanym optymizmem spoglądać w mroczną przyszłość nikogo ( może poza autorami, najbliższą rodziną i niezrównaną redaktor Antecką) tak naprawdę nie zainteresowanego tym, co galerie prezentują.
Wernisaże w Krakowie stały się miejscem spotkań ciągle tej samej, wąskiej grupy niby to elity kulturalnej miasta, a w rzeczywistości jest to zawsze ta sama, zapewne pamiętająca młodego Wyspiańskiego zbieranina przedziwnych postaci rodem jak nie z tej rzeczywistości.
Nudząc, powtórzę raz jeszcze, iż jak powinno się organizować wystawy udowodniła Turlejgalllery. Nie tylko wielka, ale nawet interesująca sztuka wymaga przestrzeni, światła a przede wszystkim czystości sal wystawo-wych, a nie piwnicy, w której jeszcze nie tak dawno zalegały tony węgla.
Co prawda "oprawa" kulinarna zaserwowana przez pana Łodzińskiego na trotuarze przy ulicy Grodzkiej zasługuje na najwyższy szacunek, a atmosfera podwórka przed Galerią Bielaka ma w sobie niepowtarzalny urok praskich, czy paryskich zaułków, ale w zasadzie budowanie renomy wystawy jedynie na ulotnej sferze duchowości i magii miejsca jak na mój gust jest trochę zbyt proste.
Przy okazji chciałbym pogratulować pani Mirze Skoczek- Wojnickiej pewnego miejsca w najnowszym wydaniu księgi Guinessa w dziale: najwięcej wystaw zorganizowanych w ciągu jednego roku.
Co do wartości artystycznych prezentowanych prac, wywieszonych w opisywanych galeriach nie będę się wypowiadał, ponieważ jest to osobista sprawa każdego zwiedzającego. I tyle.

1.Boznańska nieznana - Turlejgallery, ul. Św. Jana.
2.Festiwal biżuterii - Galeria Skarbiec Łodzińskich, ulica Grodzka.
3.Biżuteria Jacka Wysokińskiego i malarstwo Pawła Rupińskiego -
Galeria Bielak, ul.Sławkowska 4.
4.Mira Skoczek-Wojnicka - Galeria u Frycza, ul.Kanonicza 9.
Roman Wysogląd

odpowieź Miry Skoczek-Wojnickiej "Maluję, więc wystawiam" >>>

 

odpowiez Romana Wysogląda "Jak hartowała się stal (sztuka)" >>>

galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt


Copyright by "SZTUK PUK" 2001 - 2005 Kraków , Ryszard Bobek, Filip Konieczny