galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt

 

 

 

Roman Wysogląd

Bywam, więc opisuję (2)

 

 

Rewelacyjna wystawa w galerii autorskiej pana Gołogórskiego,

oraz wojna czasu z przestrzenią, zresztą dość ograniczoną.

W sobotę 24czerwca w samo południe uczestniczyłem w dość niezwy-kłym wydarzeniu artystycznym, którym był wernisaż wystawy pana Ma-cieja Linttnera ( Notatki 2005/2006 ( być z boku), malarza ze Śląska.
Niezwykłość ta polegała z jednej strony na prezentowaniu rewelacyj-nych obrazów pana Linttnera, chociaż ciasnota panująca w galerii pana Gołogórskiego dość skutecznie uniemożliwiła ich właściwą i godną eks-pozycję, z drugiej jednak strony zaprezentowane w bardzo przyzwoicie i nad wyraz starannie wydanym katalogu, jak sam autor nazywa kilka stron chaotycznego zapisu tyczący pewnego okresu i towarzyszący w zmaganiom z problemami malowania.
Niby wszystko to brzmi logicznie i przekonywująco, jednak wgłębienie się w treść owych chaotycznych Notatek może najbardziej nawet cierpli-wego czytelnika przyprawić, co najmniej o palpitację serca.
Oto kilka perełek stylu wybranych przypadkowo i nie tendencyjnie: 20 listopad - dzień zaczął się długim gitarowym wstępem. Była to kompozyj-ce ( pisownia oryginała RW) zwane na okrągło z powtarzającym się mo-tywem i brzmiąca przez długi czas. Spadł pierwszy śnieg. Panują mgły w te dzionki kończące niby coś, niby miesiąc, niby zima, ni by rok, niby czas, niby jestem, niby mnie nie ma. Zamyśliło się dziecko, pies na coś czeka, ja trwam razem z kwiatem na oknie...itd.
I tak mniej więcej, albo jeszcze straszniej przez całych dziesięć stron! Na przykład: Kiedyś wstałem rano i byłem trochę mały w porównaniu z innymi i działo się tak w ubraniu, i bez - bez zresztą wypadłem dużo malej. Kilka stron dalej: Myślę, że można wyobrazić sobie kierat, w któ-rym się kręcę jak mucha, co to niewiadomego czegoś szuka, czy okna czy gówna.
Nie tylko według mnie pan Maciej Linttnera powinien wyłącznie malo-wać, ponieważ wychodzi mu to genialnie.
Pisanie powinien sobie natychmiast darować, ponieważ grafomańskimi bzdurami jakby zaprzecza własnemu malarstwu, które jest nawet więk-sze i ważniejsze niż COŚ.
W niedzielę 25 czerwca w okolicach godziny 17 pan Ivo Birkenmajer w Galerii Klubu pod Jaszczurami zaprosił nas na podróż samolotem z Kra-kowa do Nowego Jorku.
Wycieczka było o tyle dziwna, iż siedząc w pobliżu skrzydła samolotu nie zbyt wiele treści dostrzegliśmy w slajdach prezentowanych przez autora, a jeszcze na dodatek pani Mira Skoczek fotografowała jej w trakcie prezentacji, jakby nie wierząc w szczerość, czy może prawdziwość, kon-cepcji artystycznej autora.
Na dodatek samolot nie posiadał klimatyzacji, więc nie dłużej jak po pięciu minutach lotu każdy z widzów chciał jak najszybciej spaść w coś mokrego, chłodnego, a przede wszystkim spokojnego.
Podobno posiadam wysoce rozwinięte poczucie tolerancji, co do granic, poza którymi kończy się sztuka, ale bezsprzecznie wkurwił mnie " wiersz" zaprezentowany na ostatniej stronie katalogu, tyle mający wspólnego z poezją, co wiek XXI z nieklimatyzowanymi środkami transportu.
W sobotnim numerze Dziennika Polskiego ( z dnia 24 czerwca) Wacław Krupiński przyznał się, iż wychodząc razem a Pawłem Głowackim z ostatniej " premiery " w Teatrze Starym nie byli wstanie wydobyć z siebie ani słowa, i nawet po dwie wódki, które po spektaklu wypili pewnie za-mówili językiem migowym.
Jest to dla mnie o tyle dziwne, iż znając Pawła Głowackiego wiem, iż mówi on wiele, szczególnie, kiedy tłumaczy się żonie, dlaczego znowu spóźni się na obiad.
Nie wydaje mi się, więc szczególnie przekonywujące milczenie obydwu dżentelmenów w ciszy wychodzących z Teatru Starego, gdyż już dawno temu opuszczają ten jakże ostatnio umowny kiedyś przybytek sztuki przez duże S. powinni przyzwyczaić się do ...no właśnie, do czego?

19 czerwca minęła ( jak to się dość dziwnie nazywa) pierwsza rocznica śmierci Krzysztofa Tyszkiewicza.
Trzysta sześćdziesiąt pięć dni roku bez przyjaciela, jego fantazji, cza-sami przekraczającej granicę rozumienia przyczyn Jego postępowania takiego, a nie innego reagowania na nudny, potocznie traktowany spo-sób myślenia, rozmów o początku ( a może końcu?) Absolutu, planów artystycznych na najbliżej dwieście kilka lat.
Wszystko więcej, co mogę o Nim napisać będzie nic ponad banał, któ-rego oboje tak bardzo nie lubiliśmy.

Roman Wysogląd

galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt


Copyright by "SZTUK PUK" 2001 - 2005 Kraków , Ryszard Bobek, Filip Konieczny