Motto
: Naczelnym powołaniem każdego spektaklu teatralnego jest, by widz
opuszczał przedstawienie w miarę zadowolony, z tego co zrozumiał,
lub wydawało mu się, iż rozumie.
Powyższa uwaga dotyczy wszystkich widzów, poza krytykiem Pawłem
Głowackim.
Lubaszenko, kot Feliks a sprawa tak zwanej uczciwości
krytyka teatralnego.
Z Pawłem Głowackim, chociaż młodszym ode mnie
o kilka łyków sztuki, wycho-waliśmy się ( jako miłośnicy i wielbiciele
teatru) prawie na tych samych przedsta-wieniach w latach świetności
Teatru Starego.
Było to bardzo dawno temu. Od tego czasu lata świecenia pełnym
blaskiem sztuki przez duże S teatrów krakowskich zeszły do podziemia,
należy nawet napisać, że na psy.
Różne są tego przyczyny, ale dzisiaj nie mam ochoty o nich pisać.
Co najwyżej dodać mogę, iż prędzej spodziewałem się degrengolady
krakowskiej piłki nożnej, zwanej kopaną, niż samounicestwienia
się krakowskiego teatru.
Stało się akurat odwrotnie. Piłka ma się coraz lepiej, teatr do
dupy.
Uwielbiam czytać teksty Pawła Głowackiego drukowane w Dzienniku
Polskim, napisałem teksty ponieważ i na szczęście nie są to
żadne, klasyczne, zapomniane już ( i na szczęście) przebrzmiałe
recenzje teatralne, w stylu końca lat dziewięćdzie-siątych XIX
wieku, czy całej, późniejszej dekady, śmiesznie zwanej socjalistyczną.
W 99 przypadkach na 100 teksty Pawła, których pretekstem, ale czasami
jakże mało znaczącym, bywają spektakle teatralny, są tylko punktem
wyjściem do rozwa-żań o sztuce, śmierci, umieraniu.
Po drugie Paweł posiada tak zwane pióro natychmiast wyróżniające
go pośród szarej masy pseudo-teatralnej mazi, czyli po prostu jest
kimś wartym czytania. I to od jego tekstów zaczynam każdorazową
lekturę Dziennika Polskiego.
W swoim pisaniu Paweł bywa czasami nad wyraz złośliwy, ale domena
ta dostępna bywa jedynie ludziom świadomym swoich racji, czy przekonanych
o istocie własne-go powołania.
Styl pisania Pawła dla zwykłego, niewyrobionego czytelnika przeważnie
bywa niezrozumiały, ale to przecież czytelnik ma podnosić poziom
swojej erudycji intelektualnej do poziomu Pawła, a nie odwrotnie.
I wszystko byłoby jak należy, gdyby nie opowieść Pawła o spektaklu
Play Strind-berg Friedricha Durrenmatta w reżyserii Tadeusza Bradeckiego
wystawionego na Nowej Scenie Teatru Starego.
Spektakl taki sobie, rzeczywiście, przyznaję rację Pawłowi, iż
reżysera na próbach raczej nie było, a scenografia pani Urszuli
Kenar rozminęła się nie tylko ze sławnym punktowcem udającym latarnię
morską.
Jest rzeczą powszechnie wiadomą, iż ramota teatralna pod tytułem
Play Strindberg nie jest żadnym arcydziełem sztuki, ale w maju
2004 roku trzeba niespotykanej u aktorów odwagi, by zgodzić się
i dać twarz - by w czymś takim wystąpić.
I tutaj z Pawłem po raz pierwszy od sześciu lat się nie zgadzam
( wczesna wymiana zdań dotyczyła lokalu, do którego powinniśmy
zaprosić - niestety nieżyjącego już dzisiaj - naszego przyjaciela
Jerzego Skarżyńskiego, ja proponowałem Piwnicę, Paweł swoją uroczą
cukierenkę Vis a vis).
Mianowicie prawie wszystko w Play Strindberg jest delikatnie mówiąc,
takie sobie, poza aktorstwem właśnie.
Świetna Elżbieta Karkoszka, jak zwykle nie schodzący poniżej bardzo
przyzwoitego poziomu Aleksander Fabisiak, a przede wszystkim Edward
Lubaszenko. Jest ( był) po prostu, w roli Edgarda wspaniały.
A już wyżywanie się na Lubaszence, iż ten na scenie miauczy przez
godzinę i czterdzieści minut jak kot Pawła Głowackiego o imieniu
Feliks, jest, delikatnie mówiąc, ciężkim grzechem śmiertelnym,
za który Paweł odpokutuje, szybciej, niż mu się wydaje.
Edward Lubaszenko jest wielkim aktorem ( obojętnie kogo, i w czyjej
sztuce gra) . Kot Feliks, jak to kot, chodzi własnymi ścieżkami.
A Paweł ? No cóż, tym razem przedstawienie Play Strindberga podłączył
pod wyraźną nawet dla niewtajemniczonych zakulisową gierkę o przyszłoroczne
dyrekto-rowanie Teatrowi zwanemu Stary.
Jego sprawa, tylko proszę Cię Pawle nie mieszaj w te rozgrywki
kota Feliksa którego lubię, a tym bardziej Edwarda Lubaszenkę,
ponieważ mówiąc po ludzko, na to nie zasługuje.
Jest tylko aktorem, wielkim, i w sztuce Play Strindberg udowodnił
to bez dwóch zdań. Po raz kolejny.
A co do tyłu eseju Żopa tiszyny, to naturalnie trawestując go żłopcie
ile chce, ale później nie piszcie głupstw o kocie Feliksie, który
zagrałby lepiej niż Edward Lubaszenko, ponieważ udowadniacie tylko
jak słabą macie głowę.Amen.
Anty Głowacki 2 - czyli refleksje wyłącznie sporadycznego
bywalca teatru.
Współczuje ci Pawle, iż zmuszony jesteś oglądać
widowiska w rodzaju Ożenek Gogola w reżyserii M Sobocińskiego
w teatrze im. J.Słowackiego.
TO NIE BYŁ OŻENEK to był ROZWÓD z teatrem wszystkiego ze wszystkim
(poza Krzysztofem Jędryskiem)
Roman Wysogląd |