galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt

 

Adam Kawa - Nowy tom poezji "Sonety wieków ciemnych"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wybór sonetów

I
O samotności Orfeusza śpiewaj
Muzo i morze zanosi się szumem,
o skałę bije ból rwący jak strumień,
od pięści bólu niebo w bólu pęka.

W mrocznym pomruku mordu los się spełnia,
w mordu pomruku mit umiera schludnie.
Przed krwi odorem umknął w skałę strumień,
od męki ciała odwraca się ziemia.

Głowa o oczach w mrok bólu wpatrzonych
rozchyla logos i los przepowiada.
Przez mrok się sączy mgławy mitu płomyk,

tli się jak próchno w kości mitu prawda.
Kropla po kropli w skałę kropla mroku.
Odkryć zakryte w poczynaniach bogów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

III
W mroczne krainy sonetu prowadzisz,
do miejsc i czasów, gdy z bogami człowiek
dzielił się chlebem i dzielił się słowem,
poznawał siebie poprzez bogów wady.

Wszechświat objaśniał filozofii cadyk.
Drzewa idei obrastały w słoje,
pies obsikiwał subtelną woń pojęć
i na agorze demagogii zadek.

Wschód wschodził. Drżący gwiazd na niebie piasek,
w piaskach pustyni ziarnko trwogi człowiek,
ziarnko rozpaczy, krzak w ogniu, mesjasze,

w poprzek logiki niepojęte, nowe...
Cień dawnych bogów wiatr pogłaska czasem.
Sam pośród cieni. Ziarnem bólu sonet.

V
Przez morze ciemne jak wino - tak Grecy
świat ujmowali w dłonie metafory.
Pamięć w ciemnościach sonetu jak sporysz
trucizną, z której słońce nie uleczy.

Przez morze ciemne jak ramiona śmierci
w sonet wędrują z Kafki snów upiory,
jak dym przez szparę przeciska się skowyt
duszonych gazem i dymi Oświęcim.

Śpiew ptaka w słońcu jak na niebie uśmiech,
jakby bogowie śnili świat od nowa.
Taki los ludziom zgotowali ludzie,

że ciało nie chce przyjąć w siebie słowa.
Jak przed pamięcią ukryć się, gdzie uciec?
Gdy maszeruje przez pamięć holocaust.

VII
Prawie ludzka samotność w milczeniu przestrzeni,
ciemny smutek zastygły wśród ciszy galaktyk,
kiedy niebo gwiaździste prosto w oczy patrzy,
przygniata niepojęte człowieka do ziemi.

Pod mózgu nieboskłonem pochmurnym i ciężkim,
wbity na pal absurdu pascalowskiej prawdy,
samotności i lęku, z przerażeniem patrzy
w ciemny smutek istnienia, w głód jałowej ziemi.

Ukąszony nicością więc w cierpieniu wprawny,
ładu dłoni surowej boga pozbawiony,
tworzy świat wirtualny, wirtualne prawdy,

gdy ciemne i zwierzęce narasta jak skowyt
wilczej sfory w noc mroźną, gdy pod skórą skały
kamienne morze szumi Orfeusza strofy.

IX
Sylwestrowi Marynowiczowi

Ziemi bliskiego przedłużenia szukam,
gdzie w śmierć się wchodzi łagodnie jak w zimę,
szronu koronką mgła na świerkach stygnie
i w okno zimy metafora puka.

Bliskiego ziemi przedłużenia szukam,
odkrywa słowo czułość słowa w rymie,
wiosennie śpiewa ptak w strofy brzezinie
i stary kanon powala jak wódka.

Szukam bliskiego ziemi przedłużenia,
gdzie mit nie grozi żmiją Eurydyce,
kipiel chaosu idea wypełnia,

nawet listopad jak dziecka policzek.
Sen śni noc jasną jak bajka, a jednak
lęk jak gwóźdź w mózgu, jak szaleństwo w Nietzschem.

XI
Dźwięku i rytmu krwią pulsuje sonet.
W wierszu co rani mistyki aksamit?
Stygmaty nocy otwiera jak bramy,
w przeciągu słowa obłęd cicho skomle.

Baudelaire tych nocy odkrył ciemną trwogę.
Jesienin w ciemność trwogi - mamo - zawył.
Skrzypiało okno, drzwi się uchylały
ciemnej poezji. Noc wyskomlał obłęd.

Jak mroczną wizję w sonetu ramionach
utrzymać, skoro od bólu tak ciężka.
Znowu na krzyżu współczucia bóg kona,

gdy przed człowiekiem nawet cień ucieka.
Tuli w ramionach martwą głowę konia
w obłędzie Nietzsche - ciemnych wieków Pietá.

XIII
Adamowi Kulawikowi

Jak przetrwać w słowie, gdy śmierć dookoła?
Czy człowiek nadal miarą wszystkich rzeczy
i umysł okiem duszy jest? Tak Grecy
mrok rozchylali, by światło przywołać.

Z mroków chaosu wywiódł Pitagoras
miłość orficką, by duszę uleczyć,
uwolnić umysł od ciała i śmierci
poprzez znak w liczbie i harmonię koła.

Pył przysypywał wciąż nowe idee,
jakby gasnącej gwiazdy były światłem.
Myśl okrywała zima, nie skomlenie

jak u Eliota. W rozumu imadle
pokorniał chaos pod czasu spojrzeniem,
co bez litości jak topór nad karkiem.

 

Drogi Adamie, jak pewnie pamiętasz, Orfeusz został rozszarpany przez ogarnięte dionizyjskim szałem kobiety trackie, a jego głowa wrzucona do rzeki. Była to kara za szerzenie kultu apollińskiego w Tracji, krainie Dionizosa. Rzeka poniosła głowę Orfeusza do morza, a morskie fale wyrzuciły ją niedaleko świątyni Dionizosa na wyspie Lesbos. Tutaj zaczęła przepowiadać przyszłość. Pęczniał od złota skarbiec świątyni boga mordercy, rosła jego chwała. Biedniały wyrocznie apollińskie. Rozgniewany Apollo stanął przed głową Orfeusza i rzekł: Znudził mnie twój śpiew. Zamilknij! I skamieniało słowo w ustach poety i zastygło w czasie.
Gdzie mitu przewrotność? Apollo nie mówi do poety - umrzyj. Bóg poezji każe poecie zamilknąć. Orfeusz nawet po śmierci musi pracować na chwałę Dionizosa, swojego mordercy.
Popatrz, drogi Adamie - jak trudno odkryć zakryte w poczynaniach bogów...

Fragment listu Adama Kawy do prof. Adama K.
Z dnia 28 października 2000 roku

 

galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt


Copyright by "SZTUK PUK" 2001 - 2005 Kraków , Ryszard Bobek, Filip Konieczny